Kosmetyki Rosie – część 3

Hej kochani!

Dziś przyszedł czas na ostatni wpis nt. kosmetyków marki Rosie. We wcześniejszych wpisach możecie przeczytać o innych kosmetykach tej marki – dostępne tutaj: część 1część 2. Ten post tak jak mówiłam Wam w części 2 jest ostatnim postem nt. kosmetyków z Rosie, a ponieważ na ten moment pokazałam Wam wszystkie kosmetyki jakie mam z tej marki, o w kolejnych postach opowiem Wam o czymś innym.

W tym wpisie opowiem Wam o:

  • Cieniach żelowych – Malibu, Barcelona i Beverly Hils
  • Kredce do oczu – Cashmere
  • Matowych pomadkach w płynie – Lollipop, Marshmallow, Chocolate & Chili Pepper
  • Pomadzie do brwi – Marylin
  • Żelu do brwi – Marylin
  • Pudrze – White Chocolate
  • Eyelinerze – Matte precise liquid
  • Sztucznych rzęsach na pasku – So Extra

Cienie żelowe – kolory Malibu, Barcelona i Beverly Hils

Jest to chyba jeden z moich największych hitów tej marki! Świetne cienie wykańczające makijaż i nadające ciekawego błysku spojrzeniu. Produkty są w pięknych małych pudełeczkach, a kolory, w których występują to głównie brązy i szarość. Jako, że uwielbiam brązowe cienie to mam wszystkie trzy, które właśnie w tym kolorze są.

Mają one świetną konsystencje takiego budyniu, który rusza się po dotknięciu. Moim zdaniem powinny się nazywać budyniowymi zamiast żelowymi, ale akurat tak to sobie twórcy wymyślili. Fajnie się nakładają pędzelkiem tylko musimy pamiętać, że nie jest to cień suchy, więc z jeszcze większą chęcią zostaje nam na pędzlu po użyciu. Z początku cienie są mokrawe na oku, ale już po chwili wysychają i dobrze się trzymają. Nie nadają jakiegoś mocnego koloru, raczej służą do wykończenia makijażu o brązowych tonach.

Cena: 24,99 zł

Kredka do oczu – kolor Cashmere

Ta kredka nie zachwyciła mnie wcale. Oczywiście wygląda bardzo podobnie do kredki do ust czy kredki do oczu, o których mówiłam tutaj . Sama kredka jest dosyć twarda według mnie i naprawdę żeby zrobić ładnie wykończoną dolną powiekę tym produktem jest dosyć trudne. Z drugiej strony raczej nie jestem miłośniczką kredek do oczu i maluje dolną powiekę raz na rok, więc nie potrafię wskazać jakiejś konkretnej, dobrej i miękkiej kredki. Mimo to muszę przyznać, że moim zdaniem ta kredka jest słaba.

Kolor jest ładny, jasny i delikatny beż. Na oku trochę wygląda jak biel/coś bardzo jasnego. Niestety trwałość tej kredki też jest słaba – już po paru godzinach znika z oka i nie ma po niej śladu wieczorem. Nie polecam tej kredki pomimo, że na samym początku naprawdę w nią wierzyłam, ale taki bubel z tak wysoką ceną. Nie warto.

Cena: 31,99 zł

Matowe pomadki w płynie – kolory Lollipop, Marshmallow, Chocolate & Chili Pepper

Moje najukochańsze pomadki, których używam praktycznie każdego dnia (opowiadałam Wam o nich na Instastory). Po zakupie pierwszej pomadki Marshmallow byłam tak nimi zachwycona, że musiałam wypróbować również inne kolory. Pomadki mają świetną konsystencje i fajnie się nakładają. Ja zdecydowanie nie preferuje mocnej skorupy na ustach, więc po prostu robię pasek na ustach i rozsmarowuje pomadkę pędzelkiem nadając jej ładnego kształtu. Pomadki długo trzymają się na ustach (bez problemu przetrwają cały dzień, ale trzeba pamiętać, że jak każda inna pomadka lubią się zjadać i trzeba je poprawiać). Wydaje mi się, że kolor Lollipop szybciej schodzi o ust niż reszta, ale prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że jest najjaśniejsza i po prostu jej nie widać aż tak.

Kolory są bardzo ładne i dosyć klasyczne. Lollipop to modny nudziak, Marshmallow to ciekawy brudny róż, a Chocolate & Chili Pepper to klasyczna czerwień. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie tym bardziej, że to tylko trzy kolory z pięciu. Cena jest dosyć wysoka, ale na promocji w KontigoTeam wypadają one naprawdę dobrze cenowo. Warto też czaić się na gorące promocje kiedy można je dopaść dosłownie za parę złotych.

Cena: 42,99 zł

Pomada do brwi – kolor Marylin

Jest to pomada świetnie współgrająca z kredką i żelem do brwi o tej samej nazwie. Nadaje ładnego, średnio wyrazistego charakteru brwią. Nie jest ona mocna, ale nakładając kolejną i kolejną warstwę, można zbudować naprawdę dobre krycie. Pomadą maluje się dobrze, ale oczywiście wszystko zależy od tego czym malujemy. Mam ją już jakieś 3-4 miesiące i nadal mi nie wyschła, ale oczywiście jak tylko nałożę jej trochę na pędzelek to od razu zakręcam słoiczek. Zużycie również jest niewielkie pomimo częstego używania, więc o ile nie wyschnie to wiem, że starczy na długo.

Kolor jest raczej normalny, jasny. Nie nadaje się dla brunetek. Blondynki czy szatynki będą z niego zadowolone, bo wypada on bardzo ładnie, naturalnie. Nie daje efektu przerysowanych brwi. Cena jest raczej normalna jak na pomady do brwi ze średniej półki.

Cena: 49,99 zł

Żel do brwi – kolor Marylin

Żel świetnie współgra kolorem z pomadą i kredką, o której pisałam tutaj. Nadaje mocnego efektu brwiom i wyrazu. Nadaje się najbardziej na wieczór moim zdaniem chyba, że ktoś naprawdę lubi mocno zarysowane brwi. Nakładanie żelu nie jest najłatwiejsze. Nie raz obsmarowałam sobie coś innego przy okazji nakładania go na brwi, ale plusem jest to, że bez problemu schodzi. Produkt bardzo dobrze utrzymuje się na brwiach, więc nawet jeżeli rano pomalowałyśmy nim brwi i nie dotykałyśmy ich dużo w czasie dnia, to bez problemu wieczorem będą one wyglądały dokładnie tak samo jak rano.

Kolor zdecydowanie dobry dla szatynek. Wydaje mi się, że dla blondynek będzie on trochę zbyt ciemny, ale co kto lubi. Ładny naturalny brąz bez podtonów czekoladowych ani czarnych. Żel używam od 3-4 miesięcy, co prawda nie codziennie, ale często i nadal dobrze maluje, nie wysechł.  Cena dosyć wysoka, ale warto czekać na gorące przeceny i za parę złotych go dopaść. Ja dzięki takiej przecenie zrobiłam sobie zapas tego żelu.

Cena: 41,99 zł

Puder –  kolor White Chocolate

Bardzo fajny puder w kamieniu o przepięknym brzoskwiniowym zapachu, który po pierwszym użyciu mega mnie urzekł. Uwielbiam brzoskwinie i ich zapach, a kosmetyki o zapachu brzoskwini zawsze są moimi perełkami pośród kosmetyków o chemicznym zapachu bądź bezzapachowe. Szkoda, że zapach nie utrzymuje się długo na twarzy, ale komu innemu mógłby on przeszkadzać na dłużej.

Raczej delikatnie matuje i nie daje takiej tafli matu na twarzy. Jest to najjaśniejszy odcień pudru z Rosie dopasowany do podkładu w kolorze French Vanilla, o którym pisałam tutaj. Sprawdzi się zarówno dla mega bladziochów, jak i dla normalnej jasnej cery. Cena dosyć wysoka jak na puder w kamieniu. Raczej nie wyłamujący się niczym puder bez spektakularnych efektów.

Cena: 51,99 zł

Eyeliner  Matte Precise Liquid

Choć nie używam często eyelinerów to niedawno dopadłam właśnie ten produkt na świetnej promocji w Kontigo i musiałam go kupić do testów 🙂  Co prawda jego opakowanie nie urzeka mnie jak innych rzeczy z Rosie, ale nie jest ono brzydkie. Eyeliner ma ładny, czarny, matowy kolor. Nie jest on wyblakły ani nic z tych rzeczy, a takie się zdarzały.

Ma cieniutki pędzelek, dzięki czemu można narysować ładną i precyzyjną kreskę na oku. Jest trwały i nie kruszy się. Spokojnie wytrzyma cały dzień nawet podczas wysokiej temperatury kiedy wszystko się top i schodzi z twarzy. Pomimo, że jest on fajny i dobrze się go używa, myślę, że 50 zł za ten produkt to dużo (ale to moje zdanie i nie używam eyelinerów za często). Warto poczekać na promocje i wtedy go kupić.

Cena: 49,99 zł

Sztuczne rzęsy na pasku So Extra

Raczej nie zakładam sztucznych rzęs z prostego powodu – mam długie rzęsy i wystarczy, że zrobię raz na jakiś czas laminacje, a zwykły, dobry tusz do rzęs załatwia robotę i dają one podobny, ale naturalny efekt. Mimo to postanowiłam kupić sobie jedną parę sztucznych rzęs w razie czego na jakąś większą okazje i do wypróbowania.

Rzęsy są przepiękne. Zarówno są krótsze jak i dłuższe, co nadaje bardzo naturalnego efektu. Są bardzo miękkie, więc powinno łatwo się nimi pracować. Nie miałam ich jeszcze założonych, ale sądzę, że nadadzą świetny efekt mojemu spojrzeniu.

Cena: 49,99 zł

I tym właśnie postem kończymy moją przygodę z kosmetykami Rosie. Opowiedziałam Wam o wszystkich kosmetykach tej marki, które posiadam i mam nadzieję, że chociaż część Waszych wątpliwości nt. tej marki rozwiałam. Być może większość osób nie kojarzy wcale tej marki (często spotykam się z tym wśród moich znajomych) i jest to okazja, aby przybliżyć sobie coś nowego co pojawiło się jakiś czas temu na rynku makijażowym.

Jak każda marka mają lepsze i gorsze kosmetyki. Hity i buble. Nie przeskoczymy tego i nawet jeśli coś jest dla nas hitem, dla kogoś innego może być bublem. Dlatego warto przetestować kosmetyki, które nas interesują na własnej skórze, dzięki czemu sami możemy wypracować sobie swoje własne zdanie nt. konkretnego produktu.

Mam nadzieję, że podobały Wam się wpisy o kosmetykach Rosie, a może chcecie więcej wpisów nt. kosmetyków kolorowych? Dawajcie znać 🙂

Trzymajcie się i do następnego razu!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.