Halloweenowe zapachy Kringle Candle

Hej kochani!

Trochę czasu minęło już od Halloween, ale wcześniej nie miałam czasu, więc w ten śnieżny dzień przychodzę do Was z halloweenowymi świecami od Kringle Candle. Wiem, że Kringle Candle zazwyczaj wypuszcza co roku istniejące już świece + dodaje nowości na dany rok, dlatego ten post może przydać Wam się również w przyszłym roku.

Jeśli o mnie chodzi to raczej nie jestem wielką fanką Halloween i całej jesieni. Mimo wszystko uważam, że to święto dodaje nowych barw pochmurnej jesieni, którą zazwyczaj mamy w Polsce. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwóch gagatków sposób wyróżniających się pośród halloweenowego tłumu świec.

Opakowanie

Słoje Kringle Candle są dosyć charakterystyczne – wysokie i szczupłe kolumny zamykane głowicami. Zabawne jest to, że te świece idealnie wpasowują się w święto zmarłych i wyglądem przypominają trochę świece cmentarne. Dodatkowo edycja na Halloween jest koloru czarnego (z czarnym woskiem), więc totalnie wpisują się w ten klimat. Pod zatyczką umieszczona jest uszczelka, dzięki której ze świecy nie ucieka jej zapach.

Etykiety

Etykiet Halloweenowych tegorocznej edycji jest naprawdę sporo. Egzemplarze, które wybrałam sporo się od siebie różnią pod względem grafiki. Na etykiecie Fright Night jest parę nietoperzy na tle fioletowego nieba i pełni, a Day of the dead ma osobę z charakterystycznym makijażem na święto śmierci w Meksyku (stąd też jest jej nazwa).

Zapachy

Fright Night

Z opisu producenta wiedziałam, że ta świeca będzie owocowa, ale nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić ten zapach. W końcu owocowo-kwiatowe zapachy nie kojarzą się za bardzo z zapachami holloweenowymi gdzie przeważa motyw starych domów, w których straszy, wampirów wgryzających się w szyje swoich ofiar i duchów zjawiający się na cmentarzach, dlatego ta świeca patrząc na jej nuty zapachowe była istną zagadką. Już po otwarciu świecy poczułam świeży i owocowy zapach – tak odległy od całego święta halloween i jesieni. Po głębszym wwąchaniu się w nią poczułam pewne cięższe i gryzące podbicie całego zapachu, które zaczęło mi przeszkadzać. Nie wiem co to dokładnie może być, ponieważ nuty są opisane bardzo ogólnie, ale jest w niej coś co nie do końca przypadło mi do gustu. Określiłabym ten zapach jako owocowy z nutką tajemnicy. Mimo wszystko nie powiedziałabym, że jest to zapach stworzony na święto zjaw, śmierci i wszystkiego co straszne.

Day of the dead

Ten zapach to zdecydowanie jesieniak w porównaniu do swojego poprzednika. Czuć w nim orientalne przyprawy, a najbardziej cynamon z otulającym akordem drzewnych nut. Cytrusy i kwiaty są delikatnym tłem nadającym słodyczy całej kompozycji, ale jest to wyczuwalne dopiero po dłuższej chwili. Muszę przyznać, że ten zapach bardzo kojarzy mi się z Indiami i ostrymi, ale słodkimi przysmakami z ulicy. Nie powiedziałabym, że jest to zapach stricte halloweenowy co po prostu jesienny, otulający. Bez problemu można go palić w chłodniejsze miesiące aż do pierwszych powiewów wiosny. Nie ma chłodnych nut co jest dużym plusem dla mnie. Być może dlatego wśród tej kolekcji przypadł mi on najbardziej. 

Podsumowanie

Gdyby nie było czarnych słojów, wosku oraz etykiet w klimacie Halloween, nie powiedziałabym, że są to świece stworzone na to święto. Bez problemu wpisują się w wiosenne i jesienne klimaty. Z jednej strony jest to plus, bo bez problemu znajdziemy moment, w którym możemy palić te świece. Z drugiej strony osobiście lubię mieć świece przeznaczone na dane konkretne święto (np. Boże Narodzenie czy Wielkanoc). Dzięki temu bardziej czuję ten czas świąt i zanim nadejdzie przebieram nogami z oczekiwania żeby zapalić daną świecę. Podsumowując, obie świece są naprawdę fajne (jak większość kompozycji Kringle Candle) jednak nie ma co spodziewać się tutaj zapachów stricte cmentarnych.

Do następnego razu!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.